Historia Łukaszka

Łukaszek miał 2 miesiące, gdy zachorował na pneumokokowe zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych (6.12.2008). Szykowaliśmy się do zaszczepienia go przeciw pneumokokom – zgodnie z zaleceniem naszej pani doktor pediatry, która przy wizycie kontrolnej po jego urodzeniu podkreśliła, że bardzo ważne jest szczepienie na pneumokoki (i również na meningokoki).
Niestety choroba przyszła pierwsza. Pneumokok uprzedził nas. Nie zdążyliśmy…

W tym czasie nasza córka Julia miała 2,5 roku i uczęszczała do przedszkola. Nie była zaszczepiona przeciw pneumokokom jako niemowlę, bo jej pediatra nie wskazała mi drogi, nie powiedziała jak straszne i jak śmiertelne mogą być pneumokoki. Tylko odczytała regułkę, jakie szczepienia są na liście zalecanych. Nie opowiedziała nic o ewentualnym zagrożeniu.

Jak to jest, że jeden pediatra alarmuje i przekonuje, że warto, a drugi sucho informuje i bagatelizuje problem chorób pneumokokowych?

Planowałam zaszczepić także córkę, razem z synkiem. Zwłaszcza, że tuż przed jego chorobą, Julia miała trzykrotnie zapalenie ucha, a skończyło się to ostatecznie zapaleniem płuc. W tym samym momencie nasz synek leżał na OIOMie z pneumokokowym zapaleniem opon mózgowych, córcia w innym szpitalu z zapaleniem płuc.

Wielce prawdopodobne, że pneumokoki były przyczyną infekcji córki, bo to one są najczęstszą przyczyną zarówno zapalenia ucha, jak i zapalenia płuc (nie zidentyfikowano bakterii, bo został podany antybiotyk). I od córki pneumokoki podchwycił Łukaszek…

Choroba Łukaszka przyszła do nas w nocy i objawiła się bardzo wysoką temperaturą, której nie potrafiłam zbić. Całą noc czuwałam nad swoim maleństwem. W sobotę o 7 rano, po tym jak je nakarmiłam, wyruszyliśmy do przychodni na dyżur, gdzie o dziwo, była doktor pediatra. Ucieszyłam się… jednak na wyrost. Doktor zlekceważyła nas totalnie, powiedziała, że Łukasz ma 3-dniówkę, i nie słuchała, kiedy referowałam jej inne objawy oprócz gorączki: płacz podczas przewijania, podczas brania na ręce, czy przykładania do karmienia. Jakby go to bolało. Później dopiero dowiedziałam się, że to była już przeczulica. Każdy dotyk sprawiał mu ogromny ból.

Po 2 dniach nie dałam za wygraną. Bogu dziękuję, że moja intuicja nie zawiodła mnie i nie dałam się zbyć. Czułam, że dzieje się coś złego i wezwałam do domu naszą panią doktor pediatrę, która zjawiła się błyskawicznie i natychmiast wysłała nas do szpitala, podejrzewając zapalenie opon mózgowych. Trafiliśmy do szpitala, najpierw w Kartuzach, gdzie potwierdzono diagnozę – płyn rdzeniowy był mętny. Karetką zawieziono nas do szpitala do Gdańska, na Polanki, gdzie spędziliśmy miesiąc. Moje dziecko najpierw leżało na OIOMie. Potem na oddziale obserwacyjnym: mnóstwo badań, bardzo silne antybiotyki o szerokim spektrum, wszystko podawane dożylnie. Patrzyłam na to cierpienie. Pękające żyły. Pękające serce. Myślałam „co z moim synkiem czynią te pneumokoki”? Przy wypisie ze szpitala dostaliśmy kartę, na której napisano, że jednym z powikłań są wodniaki podtwardówkowe. Zalecono mi mierzyć główkę dziecku. W ciągu 6 dni obwód głowy zwiększył się prawie 3 cm. Następnego dni byliśmy już w kolejnym szpitalu – w Gdańsku, na chirurgii dziecięcej. Po badaniu tomograficznym rozpoznano, że są to wodniaki podtwardówkowe, które należy usunąć operacyjnie. Kolejny miesiąc w szpitalu.

* * *

W tej chwili synek jest zdrowy, rozwija się dobrze. Jednak nie wszystkie rodziny mają takie szczęście jak my. Pneumokoki sieją potworne spustoszenie. Potrafią zabić. Nam też nie dawano na początku szansy, bo podkreślam – to był bardzo mały pacjent, malutkie dziecko, 2-miesięczne niemowlę, które przeszło pneumokokowe zapalenie opon mózgowych!
Nikt z mojego otoczenia nie miał pojęcia o tym, co wyrządzają pneumokoki!

Od czasu choroby Łukaszka jestem takim miejscowym ambasadorem szczepień na pneumokoki. Nasza historia jest najstraszniejszą, ale zarazem najskuteczniejszą metodą przekonywania rodziców do tego, by zawczasu ochronili swe dzieci przed tymi bakteriami.

Z przerażeniem stwierdzam, że wiedza młodych mam na temat pneumokoków jest żadna. Z ich relacji wynika, że lekarze nie przekazują im informacji, nie podają faktów, skali zagrożenia… Zachowują się tak, jakby ich to nie obchodziło, albo jakby sami nic nie wiedzieli. A od kogo, jeśli nie od specjalisty, młoda mama powinna się dowiedzieć o zagrożeniach czyhających na jej dziecko i sposobach zapobiegania im?

Julkę zaszczepiliśmy na pneumokoki w krótkim czasie po tym, jak jej stan zdrowia wrócił do normy po zapaleniu płuc. Łukaszek musiał chwilę poczekać – był parę miesięcy pod kontrolą neurologa. Dopiero kiedy ukończył 1 rok mogliśmy wszystkie szczepienia zalecane nadgonić. Zaszczepiłam go jeszcze 2 dawkami szczepionki, bo nie uważam, że to, że przeszedł tą chorobę, nie zwalnia mnie z obowiązku zapewnienia mu totalnej ochrony, jeśli jest dostępna.

Angelika, mama Łukasza